przypomnij hasło    
UWAGA:
Bieżące wiadomości
Człowiek z pasją do stali i kwiatów
28-06-2018, 22:41:42 · Newsy · 0 komentarzy · 80 czytań · Drukuj
Człowiek z pasją do stali i kwiatów

- Nie chciałbym być człowiekiem, który się poświęca tylko pracy zawodowej, nie daje innym nic od siebie. Stąd moje zainteresowania pracą społeczną i zarazem zadowolenie, gdy widzę, że czasami nam się udaje"- mówi Robert Martynowski, prezes Stowarzyszenia Samorządność i Przedsiębiorczość w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Czy zawód hutnika był Pana wymarzonym w dzieciństwie? Czy tak jak często bywa, zdecydował przypadek albo ktoś Pana ukierunkował?
Bardzo dobre pytanie. Zadecydował trochę przypadek. Powiem tak,  mój start w dorosłe życie był trochę skomplikowany.  Uczęszczałem do technikum elektryczno-mechanicznego w Płocku, czyli szkoły mało związanej z hutnictwem. Szczerze, to myślałem, że po ukończeniu szkoły średniej od razu pójdę do pracy. Takie były na początku założenia. Im bliżej matury, człowiek zaczął dojrzewać. Dopiero w klasie maturalnej zapadła decyzja, że trzeba iść na studia. Rodzice też namawiali, by kształcić się dalej. Posłuchałem. Lubiłem przedmioty zawodowe w technikum, niestety,  klasyczne typu chemia, matematyka, języki obce nie były moją mocną stroną. W ostatnim roku technikum przyłożyłem się i zdałem maturę. Z chemii, której wcześniej bardzo nie lubiłem, nawet poszło mi bardzo dobrze. I zacząłem szukać studiów. Kryterium było takie, żeby uczelnia nie była w tym samym mieście, w którym mieszkam, no i jednak żeby było dużo dziewczyn. W technikum, do którego chodziłem, byli sami faceci i potrzebna była zmiana. Wspólnie z kolegami znaleźliśmy Politechnikę Łódzką, kierunek włókiennictwo. Udało nam się dostać, ale za bardzo posmakowały mi studia, a nie nauka i po niecałym roku nastąpiła zmiana zainteresowań. Spróbowałem na Wojskową Akademię Techniczną, czyli kierunek bardziej techniczny, bardziej męski, tak mi się wydawało wtedy. Niestety, okazało się, że moje poglądy na pewne tematy związane z wojskiem nie do końca pasowały do mojego jednak pokojowego nastawienia. Też zdrowie zaczęło szwankować i to była ostateczna przyczyna odejścia z WAT. Do wojska, służby pozostał mi jednak duży szacunek. Rozpocząłem wreszcie kierunek, który skończyłem - inżynierię materiałową na Politechnice Łódzkiej. To było to. Przyznaję, że bardzo dobry kierunek. Z jednej strony na tyle ogólny, że można podjąć pracę w wielu miejscach, a z drugiej dający bardzo dobrą podstawę, żeby rozwijać się dalej. Tam poznałem przyszłą małżonkę z Ostrowca, która namówiła mnie, żeby spróbować tutaj podjąć pracę. Przyznam szczerze, że nie bardzo widziałem się w hucie. Jeszcze na piątym roku studiów mówiłem, że mogę wszędzie pracować, tylko nie w hucie. A tu na opak. Przyjechałem do Ostrowca i zostałem hutnikiem.
Czym ostrowiecka huta Pana ujęła, że jest z nią związany zawodowo do tej pory?
- Dobrze, że zacząłem pracę w Zakładzie Badawczo-Rozwojowym, w laboratorium badania metali. Wtedy poczułem pasję do stali. Początkowo pod okiem mojego szefa, a następnie samodzielnie, prowadziłem badania i opracowywałem sprawozdania, które były swego rodzaju mikrośledztwami. Praktycznie każde sprawozdanie było inne. Zagadnienia związane z procesem produkcyjnym z jednej strony są na tyle skomplikowane, a z drugiej ciekawe, że jeżeli ktoś szuka pracy, w której się nie będzie nudził, to ten obszar jest ogromnym polem do zagospodarowania. Dziś mija już 25 lat, jak pracuję w hucie, przechodząc różne etapy, nie nudzę się, jeżeli chodzi o procesy technologiczne. Muszę wspomnieć, że w Zakładzie Badawczo-Rozwojowym, gdzie zaczynałem, miałem bardzo dobrego nauczyciela - inżyniera Dubienieckiego, który przekazał mi swoją wiedzę i pasję. Również praca w tamtych latach była inaczej zorganizowana. Nie było takiej dużej presji jak dzisiaj. Był czas, żeby się pouczyć, poczytać czasopisma naukowo-techniczne, wyjechać na konferencję, czas na wykonanie własnych analiz, badań. Bardzo mile wspominam tamten okres. Później poznałem smak produkcji. Przez pewien czas pracowałem na stalowni w roli technologa.  Z powrotem wróciłem do Zakładu Badawczo- Rozwojowego jako kierownik pracowni metaloznawstwa. Kolejne etapy to: kierownik laboratorium, dyrektor do spraw jakości, a obecnie jestem dyrektorem technicznym w Zakładzie Wyrobów Kutych. Całą ścieżkę zawodową bardzo mile wspominam, chociaż najciekawsza praca wg mnie to ta w Zakładzie Badawczo-Rozwojowym. Praca w hucie jest bardzo odpowiedzialna, przede wszystkim współpracownicy na pierwszym miejscu, a następnie produkty i cały majątek zakładu. Trzeba się przyzwyczajać do coraz większej presji, być odpornym, by nie popadać w panikę, nie bać się, zarazem zachowując pokorę. Wymagana jest bardzo duża decyzyjność i nastawienie na rozwój.
Mimo wszystko znajduje Pan czas na pracę społeczną. Mam na myśli przewodnictwo Stowarzyszeniu Samorządność i Przedsiębiorczość. W przeszłości był Pan radnym miejskim. Chciałby Pan ponownie spróbować swoich sił w samorządzie?
- Jestem więcej niż pracoholikiem. Mam do tej pory problem z tym, że pracy się za dużo poświęcam, a za mało rodzinie, sobie, bliskim, jak również właśnie społeczności lokalnej. Zauważyłem kilka lat temu, że praca zawodowa coraz bardziej mnie pochłania. Wykonując rachunek sumienia, stwierdziłem, że muszę znaleźć dla siebie inne zajęcie. Poza tym chciałbym, żeby lokalna społeczność była bardziej aktywna. Myślę, że trzeba się angażować, trzeba równowagi między pracą zawodową, rodziną, lokalną społecznością. Wskazane jest, by nie przeholować w ani jedną, ani w drugą stronę. To jest bardzo trudne, trzeba próbować. Nie chciałbym być człowiekiem, który się poświęca tylko pracy zawodowej, nie daje innym nic od siebie. Stąd moje zainteresowania pracą społeczną i zarazem zadowolenie, gdy widzę, że czasami nam się udaje. Człowiek ma satysfakcję na przykład z tego, gdy przychodzą do nas ludzie młodzi i chcą coś zrobić bezinteresownie. Im więcej nowych twarzy, tym lepiej. Nasze stowarzyszenie nie zamyka się, i to bardzo mocno powtarzam, na żadną opcję polityczną. Jesteśmy apolityczni, nie dążymy do żadnej konfrontacji, wręcz przeciwnie, chcemy słuchać, wyciągać i proponować własne wnioski. Chcemy być aktywni w lokalnej społeczności. Ograniczać się do rozwoju gminy, powiatu.
Nawiązując do polityki. Czy wystartujecie w wyborach samorządowych?
Prawdopodobnie tak. Chociażby po to, by zobaczyć, czy to, co robimy, przełoży się na pewną akceptację. Czy też nasza aktywność zupełnie nie będzie zauważona, to będzie dla nas sygnał, że coś robimy nie tak. Jeśli wystartujemy i zauważymy, że część społeczeństwa dobrze nas ocenia, to będzie motorem napędowym dla członków naszego stowarzyszenia, by podejmować próby zainteresowania większej liczby naszej lokalnej społeczności wspólnym działaniem. Będziemy widzieli, że to jest dobry kierunek. Myślę, że to nas zmotywuje. Jeśli się zdecydujemy, to wystawimy listy do Rady Gminy i Rady Powiatu. Oczywiście jest też prawdopodobne, że będziemy mieć swojego kandydata na prezydenta. Ale za wcześnie na takie deklaracje.
Ma Pan czas na pracę zawodową, bo musi, czas na działalność społeczną. Znajduje Pan czas na swoje hobby?
Ogród - to jest pasja, którą mam najbliżej, koło domu. Odkąd przeprowadziłem się do swojego domu, to mam tutaj bezpośredni kontakt z przyrodą. Sprawia mi ogromną frajdę, że mogę usiąść na tarasie, wypić kawę, posłuchać śpiewu ptaków, popatrzeć na zieleń, kwiaty. Bardzo lubię zajmować się ogrodem. To jedna z moich pasji, którą zaraziła się również moja żona. Bardzo lubię czytać książki, z różnych dziedzin i raczej nie z tych technicznych. Książki dotyczące historii, wcześniejszej czy współczesnej, ale i te, gdzie są ciekawe analizy społeczeństwa i aktywności ludzi w danych środowiskach. Wpadłem na pomysł, że będę się posiłkować książkami, które proponują prezesi Googla czy Facebooka i powiem, że to jest fajna ścieżka, bowiem recenzje tych osób, jak na razie, się sprawdzają. Proponowane książki bardzo otwierają horyzonty myślowe. Chociażby taka pozycja "Dlaczego narody przegrywają" autorstwa Robinson James i Acemoglu Deron. Odnosi się do analiz historycznych pokazujących, jak w pewnych uwarunkowaniach politycznych, kulturowych narody mogą osiągnąć szybki rozwój, a dlaczego niektóre osiągają szybki rozwój i nagle przestają funkcjonować, wręcz znikają czasami bezpowrotnie.  Inna to "Świat przyszłości" Alec Ross, gdzie autor opisuje swoją perspektywę tego, co będzie za dwa, za pięć, dziesięć czy dwadzieścia lat. Kluczowymi branżami przyszłości, z czym się zgadzam, będą roboty, duże zbiory danych i ich wykorzystanie, bezpieczeństwo sieci, wirtualne, cyfrowe pieniądze i zaawansowane nauki przyrodnicze. Bardzo polecam te dwie książki. Inna moja pasja to zmiany klimatyczne, ekstremalne zjawiska pogodowe. Zafascynowali mnie łowcy burz. Zacząłem sporo czytać, po to, by się dowiedzieć, czy można przewidzieć niebezpieczne zjawisko, gdzie tych informacji szukać i dlaczego tak się dzieje. To jest bardzo ciekawe. Analizuję niemal codziennie różne dane na temat pogody i sam próbuję na przykład sprawdzać, czy burza zapowiadana po południu  będzie miała miejsce, czy nie. Sprawdza się w 80 procentach. Jestem takim meteorologiem amatorem. To sprawia mi frajdę. A tak a propos na to lato większość przewidywań zakłada, że to będzie dla nas trudny rok pod względem zmiennych warunków atmosferycznych, silnych burz, trąb powietrznych. To będzie rok, który da nam się we znaki.
Uprawia Pan czynnie sport?
Próbowałem biegać. Okazało się, że zabrałem się nieprofesjonalnie do tego i musiałem przerwać. Natomiast jazda na rowerze sprawia mi dużo przyjemności. Przez ostatnie trzy lata zaniedbałem, ale teraz znajomi mnie cisną, że powinienem. Próbuję wygospodarować czas na rower. Wracam z powrotem do jazdy.
A piłka nożna...
Interesuję się. Nie jestem wielkim fanem, ale piłkę nożną lubię. Oczywiście kibicuję naszej drużynie na Mundialu.
Dziękuję za rozmowę.


Gabriela Soboń

Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Dołącz do nas na Facebooku
Popularne wiadomości
Policja wyjaśnia - Zmarli n...
Feralny wieczór - Kobieta w...
Samobójstwo w tirze
Śmiertelne pobicie
Markowska zagrała na weselu...
Mężczyzna zmarł - Śledztwo ...
Konkurs Miss "Wiadomości Św...
Płatos przejmie akcje KSZO?
Wygraj Pizzę z dostawą do d...
Justyna Jedlikowska i Edmun...
Pogoda
Pod Patronatem Wiadomości

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.