przypomnij hasło    
UWAGA:
Bieżące wiadomości
Mateusz Masternak: Z Diablo w Ostrowcu? Zróbmy to!
24-04-2017, 09:55:11 · Ostrowiec Świętokrzyski · 0 komentarzy · 269 czytań · Drukuj
Mateusz Masternak: Z Diablo w Ostrowcu? Zróbmy to!Pochodzący z gminy Iwaniska w powiecie opatowskim, z niewielkiej wsi Łagowica, zawodowy bokser Mateusz Masternak Święta Wielkanocne spędził w swoich rodzinnych stronach. Wykorzystał okazję i odwiedził w Ostrowcu Św. klub, w którym wszystko się zaczęło...

Jesteś już trochę legendą polskiego, a na pewno świętokrzyskiego pięściarstwa. Na swoim koncie masz tytuły młodzieżowego mistrza świata federacji WBC, mistrza Europy federacji EBU i ponad 40 zawodowych pojedynków. Fajnie się wraca do miasta, w którym zaczynałeś sportową karierę?

- Oczywiście, że to zawsze jest bardzo przyjemne uczucie. Czuję, że jestem u siebie. Nie mogę się jednak zgodzić z określeniem mnie mianem legendy. Legendę ocenia historia, a ja na razie jestem wyłącznie sportowcem. Chciałbym, by moje nazwisko zapisało się złotymi literami w kartach regionalnego, a nawet światowego boksu, ale na to musimy jeszcze trochę zaczekać.

Warunki do trenowania zmieniły się w Ostrowcu Św. diametralnie w stosunku do tych, w których Ty stawiałeś tu przed laty swoje pierwsze pięściarskie kroki...
- Mogę tylko pozazdrościć aktualnym zawodnikom KSZO, którzy na co dzień mają przyjemność trenować w tej pięknej hali. Warunków, w których ja tu zaczynałem, z tymi obecnymi nie ma co nawet porównywać. Żadna grupa boksu zawodowego na światowym poziomie nie powstydziłaby się takimi obiektami. Trenowałem w różnych miastach w Polsce i w Niemczech, ale nigdzie lepiej nie było. Niewiele klubów ma ring na podwyższeniu, tak jak to jest w Ostrowcu Św. Usłyszałem kiedyś od Ulli Wegnera, że ring powinien być choć 20 centymetrów na podwyższeniu, bo wychodząc do takiego ringu zupełnie inaczej odbiera się emocje. To trochę jak z dobrze zatejpowanymi dłońmi, które potrafią dodać 20 procent wartości uderzenia. To są małe rzeczy, ale okazuje się, że mają duży wpływ na zawodnika. Z jednego robią mistrza olimpijskiego, a z innego tylko wicemistrza. Warunki są tu doskonałe i trzeba tylko odpowiednich ludzi i oczywiście dużej ambicji ze strony zawodników, a sukces na pewno przyjdzie. Ostatni wynik Andrzeja Kołtona jest sygnałem, że ten kierunek jest odpowiedni. Medal mistrzostw Polski seniorów to jest naprawdę duży wynik i myślę, że za jego sukcesem pójdą inni.

Skąd pomysł na takie charytatywne zajęcia z pięściarzami w naszym regionie?
- Pomysł narodził się w głowie mojej żony. Ona kiedyś zrobiła coś podobnego na własną rękę, a później ja zapragnąłem powiązać to z boksem. Myślę, że to dobry pomysł, by biletem wstępu na trening była żywność dla potrzebujących. Pod koniec zeszłego roku taką akcję zrobiliśmy po raz pierwszy we Wrocławiu. Było ogromne zainteresowanie, więc kolejną moją myślą było to, by przenieść akcję na ziemię Świętokrzyską, gdzie jest mój macierzysty klub. Dzięki współpracy bardzo ambitnych i kreatywnych ludzi możemy się cieszyć, że ta impreza jest robiona z tak dużym rozmachem również tutaj.

Jakie są Twoje najbliższe plany sportowe?
- Już 24 czerwca będą boksował w Ergo Arenie w Gdańsku podczas gali Polsat Boxing Night. Mam duże ambicje i uważam się za zawodnika jeszcze stosunkowo młodego, bo w maju skończę dopiero 30 lat. Jak na moją kategorię wagową, jest to odpowiedni wiek, by osiągnąć coś wielkiego i spróbować zdobyć pas, już nie europejski, a mistrza świata. Uważam, że z roku na rok jestem coraz mocniejszy mentalnie, ale również fizycznie, więc jeśli otrzymam szansę, to ją z pewnością wykorzystam. Myślę, że jestem teraz dużo bardziej świadomy pewnych rzeczy, niż - powiedzmy - pięć lat temu.

Powiedziałeś kiedyś, że nie stać Cię już na walki niby rankingowe, ale z łatwiejszymi rywalami. Ambicja pcha Cię do większych wyzwań. Czy ta walka czerwcowa będzie już tego pokroju pojedynkiem?
- Wszystko wskazuje na to, że mój udział w Polsat Boxing Night pchnie mnie w dobrą stronę. Wystarczy spojrzeć na mojego ostatniego rywala. Ja mam na koncie 42 pojedynki, a on 10, więc od razu traktowano go jako kogoś słabszego, skazanego na porażkę i odbiór społeczny był taki, że Masternak walczy z leszczem. Oczekiwano, że w ringu go zjem, a skoro męczyłem się z nim przez osiem rund i wygrałem na punkty, to znaczy, że jestem bez formy. Tymczasem mnie lepiej się boksowało z Bellew, który niedawno pokonał Haye'a, niż właśnie z Kubichem. I jeśli mam być szczery, to nie postawiłbym dużych pieniędzy na to, że ten Rosjanin nie dałby trudniejszej walki niż Haye, pomimo że to Anglik jest wielką gwiazdą. Każdy ma dwie ręce i może cię znokautować, bez względu na to, czy w rankingu jest pierwszy, czy setny.

Znasz już nazwisko swojego rywala na Polsat Boxing Night?
- Znam, ale niestety nie mogę się jeszcze tą wiadomością podzielić. 20 kwietnia w Warszawie odbędzie się konferencja prasowa i tam nazwisko mojego rywala zostanie podane do wiadomości publicznej. Mogę tylko zdradzić, że będzie to ktoś ze wschodniej Europy. Jest to pięściarz, który zdobywał na amatorskich arenach medale mistrzostw Europy i świata, więc walka zapowiada się bardzo ciekawie i interesująco. Warto przyjechać do Ergo Areny lub włączyć tego dnia telewizor i trzymać kciuki.

Jaką widzisz dla siebie drogę na tron? Czy byłby to rewanż z Drozdem, czy inny rywal i federacja?
- Drozd, z tego co wiem, jest już teraz w ukraińskim parlamencie, więc prawdopodobnie do sportu nie wróci. Nie ma dla mnie znaczenia, z kim. Wiadomo, że jak walczy się o pas mistrza Europy bądź świata, to tam już słabych rywali nie ma. Najważniejszy jest końcowy sukces i by pas zawisł na biodrach.

Czy walka z Krzysztofem Włodarczykiem wciąż chodzi ci po głowie?

- Trudno jej nie rozpatrywać, bo ten temat ciągle wraca. Myślę, że będzie jeszcze tak często wracał, że w końcu pojedynek z Diablo odbędzie się. Kiedyś ciągle się mówiło o pojedynku Gołota - Saleta i w końcu do niego doszło, więc być może nasz pojedynek też dojdzie do skutku. Może w Ostrowcu Św.? Czemu nie. Zróbmy to.

Wróciłeś do trenera Andrzeja Gmitruka. Co się zmieniło w Twoim treningu?
- Gmitruk był trochę zaskoczony, jak mnie zobaczył na sali treningowej. Mimo że trenowałem w Niemczech, to jednak nie przestawiłem się diametralnie, nie zmienili mnie tam o 100 procent. Ulli Wegner to doświadczony szkoleniowiec i wiedział, że nie może ze mnie zrobić ani Arthura Abrahama, ani Marco Hucka, bo ja mam inne predyspozycje. Naturalnie wpajał mi nawyki obronne, ale też doceniał to, co już umiałem. Wyjeżdżając do Niemiec, byłem już ukształtowanym zawodnikiem.

30 kwietnia dojdzie do wielkiego pojedynku w świecie boksu, w którym zmierzą się Władymir Kliczko i Anthony Joshua. Kto według Ciebie jest faworytem?
- Stawiam na Joshua'e. Z tego względu, że jest na fali wznoszącej. Jest młody, ambitny i tak jak Kliczko ma doskonałe warunki fizyczne. Co robił nasz Darek Michalczewski na drugi dzień po pojedynku? Wiadomo... A Joshua po swojej ostatniej walce wrzucił na Instagrama zdjęcie, na którym jest w basenie i podpisał - odpoczynek, reset. To jest facet, który boks traktuje jak biznes. Jest profesjonalistą. Wydaje mi się, że Kliczko ani nigdy nie był takim wilczym charakterem, ani tym bardziej nie jest nim teraz w wieku 41 lat. Wydaje mi się, że ten pojedynek wygra Joshua i prawdopodobnie przez nokaut.

Co w ogóle myślisz o przeciąganiu kariery sportowej do tak zawansowanego jak na boksera wieku?
- Kiedyś fajnie odpowiedział na to pytanie Bernard Hopkins. W wieku 41 lat zdecydował o definitywnym zakończeniu kariery. Pewnego dnia wstał jednak rano, wyprowadził jedno auto - wymył, wysprzątał. Później kolejny i kolejny... W końcu zdecydował jednak, że pójdzie na trening, wróci na ring. Trzeba w życiu szybko znaleźć w sobie kolejną pasję. Moją jest praca z młodzieżą. Nie mniej będę się cieszył z sukcesów swojego podopiecznego, niż z własnych, a wydaje mi się, że może nawet bardziej. Już teraz w Urzędzie Miasta we Wrocławiu leżą dokumenty na pozwolenie budowy salki treningowej. Będzie miała ok. 80 metrów kwadratowych i stanie na mojej posesji. Nie będzie za duża, ale na moje prywatne potrzeby na razie wystarczy. Od czegoś trzeba zacząć. Nie ukrywam, że coraz bardziej wyglądam w przyszłość. Zadaję sobie pytanie - co później? Jak płynnie przejdę od czynnego zawodnika do aktywnego trenera, to mnie ten problem dotyczył nie będzie. Człowiek musi z czegoś czerpać inspirację i energię do życia. Taki Tomek Adamek finansowo jest ustawiony, do tego stopnia, że nawet do końca nie wie, skąd przychodzą mu pieniądze. Trenerka go nie interesuje, nie do końca ma pomysł na siebie, więc wraca na ring. Z jednej strony to dobre, a z drugiej nie, bo boks jest dość ryzykownym sportem i może wypadałoby odpuścić. Z tej perspektywy uważam, że jeśli za 10 lat będę jeszcze w boksie, to na pewno bardziej w roli trenera, niż zawodnika. Myślę, że 35-36 lat to dobry wiek, by skończyć. Nie ukrywam, że jak sobie pomyślę, że to już za 6 lat, to jest to trochę smutne. To na pewno nie będzie łatwa decyzja, ale myślę, że sobie z nią poradzę. W pracy trenerskiej na pewno zaprocentuje mój pobyt w Niemczech. Spotkałem się tam z wieloma elementami treningu, które warto było przeanalizować i warto było zapisać. Mam dosyć gruby zeszyt, cały zapisany treningami. Zapisywałem tam swój cykl treningowy, ale również innych pięściarzy z grupy. Być może będą mógł to w przyszłości wykorzystać. Wegner bardzo szybko się zorientował, że ma bardzo dobry "monitoring" z mojej strony. Kiedyś mi nawet powiedział, że nigdy żaden Niemiec nie robił żadnych notatek z jego pracy, a przyjechał Polak, potrenował półtora roku i zapisał wszystko.

Jaką lekcję wyniosłeś z niemieckiej szkoły pięściarstwa, z okresu boksowania dla grupy Sauerlanda? Jak porównasz niemiecki styl do polskiego?

- Każda szkoła ma swoje plusy i minusy. Uważam, że polska szkoła boksu jest lepsza i bardziej rozwinięta, ale brakuje nam konsekwencji i obrony. Często jest tak, że uczy się zawodników wszystkiego. Ktoś umie walczyć i z defensywy, i ofensywnie, ale brakuje mu jednej rzeczy - szczelnej gardy. Kiedyś mówiono, że lepiej przyjąć jeden mocny nokautujący cios w pierwszej rundzie, niż być obijanym przez dziesięć rund i przegrać na punkty. Okazuje się, że jednak nie jest to do końca prawda. To jedno uderzenie jest przecież zazwyczaj na tyle silne, że nas zwaliło z nóg, zniszczyło. Niejednokrotnie widywałem się z doświadczonymi zawodnikami z Niemiec, z dużym stażem w ringu. Po nich, poza jakimiś bliznami i rozcięciami, nie widać skutków tych setek odbytych walk. Nie mają problemów z wysławianiem się czy też innych problemów neurologicznych. W Polsce można się tego gołym okiem dopatrzeć, nawet pośród kilku zawodników, którzy wciąż walczą. Dla mnie jako przyszłego trenera jest to wyzwanie, bo chciałbym, by moi zawodnicy wygrywali, ale też chciałbym, by po zakończeniu kariery byli zdrowi.

Na koniec z nieco innej "beczki"... Czy boks obroni się przed popularnością MMA?
- Nie ukrywam, że przy napływie różnych nowych dyscyplin boks nieco traci, ale jednak mamy ten komfort, że na boks patrzy się jak na sztukę, a na inne sporty walki niekoniecznie. Polacy generalnie zaczynają się znać na boksie. Pytają mnie czasami o to, co sądzę o powrocie Tomka Adamka w wieku 40 lat do boksu. A ja się pytam, dlaczego 40-letni Pudzian wchodzi do klatki, nie mając nic wspólnego ze sportami walki? Dlaczego do oktagonu wchodzi Popek? Tam się nikt nie czepia, tylko ludzie wykupują pay-per-view i bilety na Stadion Narodowy. Teraz jest może moda na MMA, ale myślę, że to wszystko bardzo szybko minie. Społeczeństwo chyba jeszcze nie do końca rozumie MMA i tę szopkę czasami odbiera jako wielkie wydarzenie sportowe. Oczywiście nie mam tu na myśli wszystkich zawodników, bo są tam też tacy, którzy całe życie spędzili na sali, bardzo ciężko pracują i niczym się nie różnią od nas - pięściarzy. Często niestety jest też tak, że bierze się celebrytów. Tylko czy to jest wciąż promocja sportu, czy może już antypromocja? Która matka, oglądając taką szopkę, puści swoje 12-latnie dziecko na trening? Chciałbym, by boks był odbierany tak jak w Anglii, USA czy choćby za sprawą braci Kliczko na Ukrainie. Warto dawać młodzieży dobre wzorce. Mam nadzieję, że moje postępowanie i droga, jaką przebyłem, może być taką inspiracją dla młodzieży.

Dziękuję za rozmowę.
J. Słodkiewicz

Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Dołącz do nas na Facebooku
Popularne wiadomości
Policja wyjaśnia - Zmarli n...
Feralny wieczór - Kobieta w...
Samobójstwo w tirze
Śmiertelne pobicie
Markowska zagrała na weselu...
Mężczyzna zmarł - Śledztwo ...
Konkurs Miss "Wiadomości Św...
Płatos przejmie akcje KSZO?
Wygraj Pizzę z dostawą do d...
Justyna Jedlikowska i Edmun...
Pogoda
Pod Patronatem Wiadomości

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.